10. listopada 2014 · Możliwość komentowania Wypalenie zawodowe została wyłączona · Kategorie:HR

Pamiętacie ten kawał?
– mamo nie chcę iść dzisiaj do szkoły!
– musisz, synku, iść do szkoły,
– mamo, ale nie mam siły, nikt mnie tam nie lubi, proszę
– synku musisz iść do szkoły,
– mamo, tam nauczyciele są na mnie źli i krzywo na mnie patrzą, dzieci na mnie krzyczą, nie mam siły, proszę!
– synku musisz iść do szkoły, jesteś w końcu przecież jej dyrektorem.

Wypalenie zawodowe

Broda długa, mimo to ciągle ten dowcip powoduje uśmiech na twarzy. U niektórych (i nie ma tu już miejsca na żarty) budzi też lęk i pytanie – a co ze mną? Mi też się nie chce. Nie mam też siły i ochoty wstać i pójść do miejsca gdzie po prostu źle się czuję, lub gdzie czuję, że to nie moje miejsce, gdzie chce mi się spać lub nic mi się nie chce, gdzie czuję, że miejsce to niszczy moje zdrowie, samopoczucie i powoduje, że jedynym celem w poniedziałek jest hasło – przetrwać do piątku.

Właśnie. Miejsce? A może nie miejsce, a zadania, do których realizacji jestem zobowiązany? A może atmosfera, lub moje deficyty związane z brakiem wiedzy, umiejętności. A może to moja postawa wobec tego czego się ode mnie oczekuje? A może szef i koledzy? Co takiego się dzieje, że czasem patrzymy na nasze życie zawodowe i czujemy, że wspólnym mianownikiem dla naszych zadań i celów, dla spotkań z ludźmi z pracy i dla tematów rozmów dotyczących naszej pracy jest uczucie niechęci?

Źródeł jest wiele i każdemu przypadkowi trzeba przyglądać się indywidualnie. Co nie znaczy, że nie ma możliwości opisania grup zjawisk w „życiu pracowniczym”, które powodują taki stan. Stan podobny do kaca, tylko, że ten kac trwa non – stop.

Źródło wypalenia zawodowego ma często początek w nas samych. Przyjrzyjmy się o to takiemu przykładowi:
Pewna Pani, w średnim wieku, stanęła przed sytuacją zmiany lokalizacji swojej firmy. Zmiana ta nie miała być drastyczna, raptem piętnaście kilometrów w dużym, dobrze skomunikowanym mieście. Jej dojazd do nowego miejsca polegałby na tym, że musiałaby w porównaniu do starej lokalizacji, wsiąść do autobusu i przejechać kilkanaście minut. Wydaje się, na pierwszy rzut oka, że to co prawda niedogodność, ale jednak niedogodność do przejścia. Manager, który, przekazywał tej Pani informację o tej zmianie, nie mógł ukryć zaskoczenia jej odpowiedzią. Z metodologii zmiany wiemy, że pojawi się opór, ale mimo wielu lat doświadczeń i różnych reakcji na zmianę – to, co ta Pani powiedziała, mnie zaskoczyło – powiedział mi ów manager w rozmowie, a mnie samemu dało asumpt do napisania tegoż artykułu. Co powiedziała? „Ale ja wybierałam tę pracę dlatego, że tu blisko mieszkam. Gdybym wiedziała kiedyś, że będziemy się przeprowadzać to bym robiła co innego”. Pani, jak się okazało kierowała się w wyborze pracy – nie tym co chce robić, nie tym w co chętnie się zaangażuje, nie tym co można nazwać samorealizacją – wybrała zawód i pracę – bo miała blisko.

Jak długo można realizować zadania, które nam są obce? Jak długo „mieszkanie blisko” może być nagrodą za niesatysfakcjonującą ciężką i wymagającą pracę? Pani z przykładu świadczyła pracę biurową, nie zależało od niej wiele, w zasadzie też pracodawca niewiele od niej wymagał. Przyzwyczaiła się do takiej, a nie innej wydajności swojej pracy, przyzwyczaiła się, że ma blisko. Na zmianę zareagowała źle. Straciła chęć do pracy. Tłumaczyła tę utratę zmianą lokalizacji. Mnie wydaje się jednak, że owszem – zmiana lokalizacji „wyzwoliła” niezadowolenie, lecz głównym powodem było to, że tak naprawdę sama nie wiedziała na czym jej (oprócz – pod domem) w pracy zależy.
Z tej historii wyjawia się jedna z przyczyn wypalenia zawodowego. „Tak się ułożyło, że zostałem kierowcą”; „nie było nigdzie pracy więc zostałem najpierw sprzedawcą, a potem kierownikiem sklepu”; „mama mi załatwiła posadę u niej w biurze”; „chciałam być fryzjerką, ale byłam pod presją skończenia studiów i zostałam managerem”; „od dziecka mówili, że będę prawnikiem i jestem, a na samą myśl, że mam iść do sądu robi mi się niedobrze”.

Inne przyczyny? Ci, którzy doświadczyli syndromu wypalenia zawodowego, mówią najpierw o swoim dużym zaangażowaniu, o chęci „zrobienia czegoś”, chęci zarażenia swoim entuzjazmem, z czasem jednak czują, że nie mają już tyle entuzjazmu i zaangażowania. Ta motywacja spada, bo nie ma dobrej komunikacji w firmie, bo szef nie ma czasu, bo mam zadania za trudne, albo po prostu nikt mi nie poświęcił czasu, aby mnie dobrze wdrożyć do nowej pracy, czy nowych obowiązków. „Nie wiem do końca co mogę, a czego nie mogę. Podejmuję decyzję – źle, bo nie skonsultowałem, nie podejmuję decyzji – źle – bo trzeba czekać”. Taki układ ze swoim przełożonym wprost prowadzi do poczucia walki (użyłem słowa „walka” z premedytacją. Nie przygoda i nie trudność. Walka.) – niestety batalii, która zawsze będzie przegraną – jedynym zwycięzcą będzie wypalenie zawodowe. Walka, aby iść do pracy, z czasem walka, aby odebrać połączenie przychodzące na służbowy telefon, walka z poczuciem że się nie ma na nic wpływu, walka o nadanie sensu tego co się robi. Ludzie dotknięci wypaleniem opowiadają o niemocy, o paraliżu, o pogubieniu priorytetów.

Wypalenie zawodowe to proces, którego początek jest trudno zauważyć. Praca, którą wykonujesz ma wiele aspektów i (tak to już jest), że ma blaski i cienie. Na ogół, kiedy zaczynamy czuć zmęczenie swoją pracą – szukamy przyczyn na zewnątrz (szef, koledzy, zadania) lub wewnątrz (za mało pracuję, za dużo pracuję, za słaby jestem) i zaczynamy walkę, której jednym z etapów jest szukanie nowego pracodawcy. To jak najbardziej racjonalne działanie, problem tylko polega na tym, że po jakimś czasie, u nowego pracodawcy, też może pojawić się (a często niestety tak jest) owe zmęczenie, niechęć, niezadowolenie.

Patrząc na ten problem, widać wyraźnie, że u części pracowników wypalenie zawodowe związane jest z czymś co tkwi bezpośrednio w kulturze organizacji, w której pracują: jakości zarządzania, jakości komunikacji czy współpracy z innymi. Inni, z kolei (jak Pani w przykładzie) wypalają się, bo pracują w pracy z przypadku, bo „coś” za nich tak zostało zrobione.

Wbrew pozorom, bardzo istotne jest źródło wypalenia. Co prawda („tu i teraz”, w danym miejscu) nie jest ważne czy to względy organizacyjne, interpersonalne czy społeczne powodują, że czujemy wypalenie zawodowe. Za to szczególnie ważne to jest, aby zmieniając pracodawcę nie wpaść z deszczu pod rynnę. Szczególnie ważne, aby dobrze rozpoznać skąd ten syndrom się u nas wziął i jak go uniknąć na przyszłość, o ile jeszcze w ogóle, bez pomocy terapeuty, jesteśmy w stanie tego dokonać.

Kluczem do walki z własnym wypaleniem zawodowym odpowiedz sobie na pytanie – Czego Ty chcesz! Nie czego chcą dzieci, mama, tata, żona czy mąż. Nie patrz na swoje chęci przez pryzmat tego, ile da się zarobić. Uważaj na dobre rady wujków i ciotek. Inni widzą świat przez swoje filtry, swoje oczekiwania i przemyślenia. Kluczowe pytanie brzmi: Czego Ty chcesz? Jakie zadania będą Ci sprawiały radość? Jakiej atmosfery potrzebujesz, aby czuć się dobrze i z chęcią zarabiać swoje pieniądze? Czym chcesz, a czym nie chcesz się zajmować? Na pewno chcesz być szefem? – Czy może chcesz po prostu więcej zarabiać? Czy na pewno chcesz zajmować się tymi wszystkimi sprawami, czy tylko nie widzisz, że „tak się ułożyło”?

Komentowanie zostało zamknięte.