12. lutego 2016 · Możliwość komentowania Ostatnio dowiedziałem się, że jestem coachem grupowym. została wyłączona · Kategorie:HR

Zresztą nie tylko ja. Ostatnio dowiedziałem się, też że jestem moderatorem, coachem zespołowym, znam się na action learningu, jestem facylitatorem i być może nawet ciągle nie wiem, że jestem jeszcze kimś. Cieszy mnie to bardzo, ale…

I dzisiaj o tym ale właśnie!

Kiedy – jak pisząc o sobie w notce „o autorze”, zaczynałem uczyć się trenerki to część ludzi trenera widziała tylko w sporcie. Czasem trzeba było się solidnie natłumaczyć co oznacza bycie trenerem w biznesie. Dawne czasy…

…kiedy profesor Majewski, Małgorzata Grabus i inni zaczynali między innymi mnie, zarażać ideą trenerki, zaczęli pokazywać jak uczyć dorosłych. Zaangażowałem się w to do tego stopnia, że rzuciłem moją ukochaną historię (przestałem ją kochać, nie tylko dlatego), porzuciłem karierę w amerykańskiej korporacji i poszedłem studiować psychologię. Gośka, Jasiu i inni przez wiele lat, w imię krzewienia trenerstwa wśród ludzi, uczyli mnie i innych jak to się robi. Lata całe jeździliśmy na warsztaty, gdzie nas trenowali, a potem my trenowaliśmy za darmo innych. Gdzie, jak dziś pamiętam warsztaty o bajce i metaforze – tak, bo to doskonałe narzędzia do pracy trenera, pamiętam warsztaty o rozwoju człowieka, o komunikacji w każdym możliwym aspekcie, o procesie grupowym, coachingu, rolach w zespole i dziesiątkach innych. Zanim Małgorzata pozwoliła mi w parze z Piotrem Jędrzejewskim poprowadzić pierwszy warsztat dla studentów, musieliśmy stworzyć własne do niego ćwiczenia. Oparte na Kolbie, w odniesieniu do realiów uczestników, z omówieniem, pytaniami jakie zadasz i komu, instrukcjami, procedurami. W konsultacjach musiałem udowadniać, że to ćwiczenie pasuje do danego momentu procesu grupowego oraz mieć stworzony plan B. Po wielu dyskusjach – „jakie cele chcesz zrealizować tym ćwiczeniem? czy może jest coś innego, co pozwoli lepiej te cele zrealizować?” nauczyłem się, że w trenerce trzeba być prawdziwym, autentycznie zaangażowanym, mieć szeroką wiedzę, myśleć non-stop i nie ma w niej ani fajnych,a ani nie fajnych narzędzi i ćwiczeń. Wszystkie są całościowo potrzebne, aby ludziom pomóc się rozwijać, pomóc podjąć decyzję, że chcą czegoś wypróbować, pomóc im pokonać lęki, pomóc im osiągnąć ich cele.

Najlepszy warsztat – to ten gdzie jesteś z ludźmi a nie z przygotowanym fajnym ćwiczeniem. To taki, gdzie realizujesz cel zlecenia każdą możliwą metodą w oparciu o to co jest realne, możliwe i potrzebne.

„Samemu zbuduj cel, Zoperacjonalizuj go! Po co chcesz to coś robić z ludźmi? Do czego im ma się to przydać, co mają wiedzieć i umieć po tym działaniu, czy to najlepsza droga? Jakim trenerskim narzędziem chcesz to zrobić? A czemu tym? zatem wymyśl, stwórz, opracuj , opisz ćwiczenie, jak zrealizujesz cykl Kolba do tego, jak to się będzie łączyć z ich potrzebami i rzeczywistością, w której funkcjonują?”

Trzy lata, zanim dostałem zgodę na pierwszy warsztat. Trzy lata często kilka razy w miesiącu warsztatów, opracowań, dyskusji, pisania ćwiczeń, opracowywania ich, ubierania w przeróżne narzędzia pracy trenera. Superwizje, informacje zwrotne, omawianie tego co się działo… Pięć lat własnych treningów, nauki, trenowania na innych podobnych do mnie trenerach, zanim zacząłem uprawiać ten zawód u Jacka Karczewskiego, a potem dla wielu Klientów. A… i jeszcze studia – i dziesiątki godzin ćwiczeń ze Zdzisławem Nieckarzem i pełne wyzwań momenty poznawania mechanizmów funkcjonowania społecznego u prof. Hanny Brycz.

Dzisiaj dziękuję Wam wszystkim, bo wiem, że dzięki temu nie idę w trenerce na łatwiznę i łączę w swojej pracy elementy, które kiedyś uznawane były za naturalne.

Drodzy użytkownicy szkoleń! Drodzy decydenci kupujący szkolenia! Kochane HRy!

Kurs trenerski, nawet 3 tygodniowy, nie zrobi z nikogo trenera! Z całym szacunkiem –  dla wielu ludzi o wielkich sercach, ambicjach i nadziejach. Z całym szacunkiem dla ludzi, którzy chcą wykonywać tę pracę! Cieszy mnie to, że chcecie tę pracę wykonywać. Ale to nie jest praca show mena i gwiazdora, proszę Was, odrobina dystansu…

Z przerażeniem przeczytałem całkiem niedawno:

Hej! Jestem coachem grupowym, potrzebuje fajnego ćwiczenia z motywacji – podrzućcie coś, lub Witam, jestem doświadczonym trenerem i chcę zrobić dla grupy managerów coś z budowania zespołu – macie jakieś pomysły? (z forum Trener Trenerowi Trenerem na fb). Jak to ma się do celu pracy, celu ćwiczenia, celu że właśnie taka metoda, a nie inna, jak się ma do ułożenia w procesie grupowym, jak się ma do szacunku dla Uczestników, jak się ma to do rozwoju pracownika?

Drodzy Facylitatorzy! Moderatorzy! Prowadzący warsztaty strategiczne! Coachingowcy Grupowi i Ci którzy rozumieją (ja rozumiem, i nawet wiem po co) rozróżnienie pomiędzy Coaching Grupowy, a Coaching Zespołowy! W tej pracy nie ma „fajnych ćwiczeń”, czy tylko jednej, słusznej metody – są tylko takie ćwiczenia i metody pracy, które realizują założone cele – a przy tym muszą mieć połączenie (często mimo abstrakcji) dla Uczestników z ich rzeczywistością, muszą mimo metafor – odnosić się do realiów, łączyć się ze zidentyfikowaną potrzebą rozwoju. Trener to ktoś, kto umie korzystać z wielu metod, źródeł, inspiracji, narzędzi. Umie sam znaleźć i zbudować warsztat, na którym ludzie będą trenowali umiejętności nowe, rozwijali stare, będą sobie przypominać wiedzę lub ją budować. Trener to ktoś, kto umie nie tylko uczyć zmiany biegu w aucie z biegu 3 na bieg 4 tylko widzi cały samochód i różne umiejętności dotyczące jego prowadzenia.

Przestańcie widzieć proszę w codziennych umiejętnościach codziennej pracy TRENERA coś odrębnego (jak np. coaching grupowy). Na dobrego trenera i coacha składają się te wszystkie umiejętności – facylitacji, moderacji, bycia coachem, umiejętności tworzenia wartości zespołu (gdzie Klientem jest zespół) czy pracy indywidualnej w oparciu o grupę, czy w końcu umiejętności prezentacji czy w ogóle czytania i mówienia.

Wyodrębnienie z pracy trenera i ograniczanie jej tylko do umiejętności acction learningu to tak, jak by wyodrębniać i oczekiwać, że skrzypek zagra cały koncert grając tylko e – moll. Na koncert, a w mojej pracy na rozwój umiejętności, na trening, na szkolenie, na warsztat składa się cała gama nut!

I to nie oznacza, że mam coś przeciwko coachingowi zespołowemu, acction learningowi czy moderacji. To po prostu nie jest nic nowego! Każdy trener, który zaczynał pracę 20 lat temu doskonale ma opanowane te umiejętności! Każdy kto zaczynał pracę 20 lat temu wie, że do dobrego treningu trzeba być moderatorem, coachem, facylitatorem, słuchaczem, motywatorem, prezenterem. A mamy czasy nowomowy, gdzie każdy z nas, dzięki gadżeciarzom, dowiaduje się, że jest coachem grupowym, facylitatorem czy speakerem motywacyjnym. Naprawdę niedługo powstanie czytator (bo umie czytać). I do tego certyfikat. Że umiem przeczytać literę K. Certyfikat potwierdzający, że uczestnik jest Czytatorem K. Oczekiwalibyście, że kierowca autobusu, którym jedziecie ma certyfikat umiejętności włączania kierunkowskazu?

Drodzy Decydenci – zapiszcie się na FB do grupy gdzie są trenerzy – zobaczcie o co pytają ludzie, którzy ponoć mają Wam dostarczyć czegoś, co rozwinie Waszych ludzi, co pomoże Wam w biznesie, co odpowie na potrzebę wzrostu wyniku, poprawy trendu, zmiany kultury…

Drodzy Decydenci – nie blichtr i PR rozwinie umiejętności, dostarczy wiedzy i ukształtuje postawy Waszych pracowników.

Drodzy Decydenci – nie dajcie się zwieść prostym rozwiązaniom i „wytrychom”, które nie pomogą Wam w tym czego potrzebujecie.

Rozwój – to systematyczna, mozolna praca, oparta na wiedzy – po co chcę aby ludzie coś wiedzieli, po co chcę aby właśnie robili dane ćwiczenie, po co właśnie trenujemy takie a nie inne umiejętności i w końcu po co Was o coś pytam i po co was proszę o odpowiedzi.

Uczenie kogoś tylko coachingu grupowego – to moim zdaniem uczenie kierowcy ciężarówki jazdy w lewo lub u chirurga uczenie tylko zszywania kciuka. Ok, zgadzam się! to ważne umiejętności, ale są też inne – równie ważne.

Drodzy Decydenci – szkolenie, trening, warsztat, coaching to cała gama umiejętności. Umiejętności, które „gadżeciarze” próbują wyodrębnić, ponazywać, zapakować w świecący papierek, certyfikować (aby na tym zarobić) i Wam sprzedać jako cudowną metodę na rozwój, na uczenie kogoś czegoś, jako odpowiedź na Wasze potrzeby. To jak z modą na NLP burzliwą i wygasłą całkiem niedawno – NLP miało załatwiać wszystko! I co? Każdy z nas w swej pracy trenerskiej korzysta z przeróżnych w tym z narzędzi neurolingwistycznego programowania – korzystał z nich przed tą modą i po niej też. To jedno z wielu narzędzi! Nie ma jednej metody w tym fachu, nie ma jednej ścieżki i metody, która załatwi wszystko.

Nie wiem jak inni, ale ja się coraz częściej dowiaduje, że jestem facylitatorem, coachem grupowym, mówcą motywacyjnym… a to po prostu trenerka – narzędzia pracy każdego, dobrego trenera!

 

Komentowanie zostało zamknięte.