12. sierpnia 2016 · Możliwość komentowania Wakacje i Facebook została wyłączona · Kategorie:z pamiętnika trenera

Wakacje 2016.

Rozleniwienie na dużego maksa. Po przeprowadzce do Gdyni z Krakowa, gdzie zakończyłem projekt GRANER, rozpocząłem projekt WYPOCZYNEK. Projekt rozpoczął się pakowaniem auta w Krakowie, wyładowaniem go w Gdyni i… oddychaniu. Brakowało tego jak kani dżdżu. Człowiek może tęsknić za wiatrem.

20160327_150128

Projekt WYPOCZYNEK okazał się pełenym sukcesem! Do tego stopnia, że stałem się na chwil parę totalnym leniwcem. Teraz czas do pracy, do szkoleń.

Powakacyjna przerwa bardzo przyzwoita, albowiem seria coachingów i szkoleń dla Klienta z północy – w ramach tworzenia ich kultury organizacyjnej.

I nowinka techniczna – zapraszam –

https://www.facebook.com/WojciechCiesielczuk/.

Dobrze czasem odpocząć.

09. lutego 2016 · Możliwość komentowania Pamiętnik z życia trenera została wyłączona · Kategorie:z pamiętnika trenera

Jeszcze jak pracowałem jako trener wewnętrzny w Grupie Żywiec, szkoliłem z jednego z ciekawszych dla mnie tematów – kontrola emocji, samo zawodowe szkolenie było (jest) o emocjach, ich roli w życiu, jak wpływają na nas – w szczególności jak na nas wpływają, gdy staramy się żeby ich nie było, też było o asertywności, manipulacji – słowem kawał dobrej warsztatowej roboty o emocjach, rozwoju wewnętrznym, nastawieniach, myśleniu o sobie. Jednym z elementów tego warsztatu był trening relaksacyjny – Uczestnicy po obiedzie drugiego dnia, kładli się na karimatach w zaciemnionej sali, z magnetofonu leciała relaksacyjna muzyka. Trenowaliśmy oddychanie, robiliśmy fantazję sterowaną…

Oprócz karimat do warsztatu używałem potężnego pudła klocków, na wieszaku wyprasowane koszule, rzutnik (wtedy jeszcze duuuużo większy od laptopa), kolumny do komputera, kuferek trenerski… słowem cały bagażnik sprzętu, a w tym kilkanaście karimat.

prz_b

Szkolenie, jak dziś pamiętam, było w Hotelu Orbis zaraz obok centrali Grupy Żywiec na Bitwy Warszawskiej 1920 r. w Warszawie. Wyjechałem z Gdańska wieczorem – koło 18 – licząc, że będę na miejscu około 23, może północy. Tak, wtedy jeszcze jechało się trasą krajową nr 7 i często 4,5 godziny i to był wyczyn godny Hołowczyca (choć byli tacy, co „robili” ten odcinek szybciej)!. Droga, nie pamiętam już czemu zajęła dłużej – w każdym bądź razie ok 1.00 podjechałem pod hotel, Otworzyłem bagażnik, poszedłem po wózek hotelowy i dawaj, karton z klockami, rzutnik, koszule, laptop, karimaty, waliza z ciuchami, materiały… i żeby zmieścić się na raz, żeby nie musieć jeździć po całym hotelu dwa razy z tym ustrojstwem. Uff udało się niczym pojazd z puzli 3 D wtoczyłem się do lobby – się telepie ale jedzie… Podjeżdżam spocony i wykończony do recepcji, Pani z uśmiechem mnie wita słowami – ale nie mam dla Pana rezerwacji Panie Wojtku. Dobra, wyciągnąć laptopa odpalić sprzęt, sprawdzić emaila, jest od Beaty L. (pozdrawiam) email, jak wół stoi rezerwacja, szkolenia, sala wszystko jest. Pokazuje to Pani z nadzieją w oku; język ze zmęczenia mam do ziemi, jestem spocony, spragniony, wykończony tym wielkim wózkiem ze wszystkim, podróżą, chcę iść do pokoju i zasnąć. Proszę Pani , przecież jest, proszę zobaczyć. Gdy o ok 2,00 w nocy podjechałem pod Hotel Forum, Pani w recepcji przywitała mnie słowami – Panie Wojtku, a już myślałam, że Pan nie przyjedzie…